

Są w historii świata różne gatunki polityków. Jedni chcą budować mosty, inni chcą naprawiać drogi, a jeszcze inni – szczególnie ci z gatunku homo ambitno-destructivus – pragną tylko jednego: zostawić po sobie krajobraz jak po przejściu huraganu, najlepiej nazwanego ich własnym imieniem.
I w tym właśnie miejscu wchodzą na scenę ambitni idioci, ci zakochani w Trumpie niczym w bóstwie z pomarańczowego plastiku, którzy patrzą na prawo, konstytucję i demokrację jak na przeszkody do usunięcia koparką. Najlepiej taką, którą prowadzi Karol Nawrocki, ze Zbigniewem Boguckim na fotelu pasażera i preambułą ustawy w roli śpiewnika.
NEO-SĘDZIA, NEO-KARA, NEO-PAŃSTWO
Nawrocki – człowiek, który najwyraźniej chce przejść do podręczników historii jako ten, który zamienił wymiar sprawiedliwości w sektor ultrasów z „Żylety” – proponuje ustawę tak absurdalną, że nawet Ziobro musiałby przy niej zrobić krok w tył i zapytać: „A nie za ostro, szefie?”.
Wyobraźmy sobie państwo, w którym sędzia, zamiast myśleć, zaczyna drżeć. Nie z zimna, tylko z perspektywy pięciu lat więzienia za to, że uzna przepis za niekonstytucyjny. Dziesięciu lat, jeśli zrobi to w sposób, który wkurzy prezydenta bardziej niż poniedziałkowy raport o inflacji.
To nie jest reforma. To jest zamiana tóg na mundury i gwizdki. I marzenie o momencie, w którym prezydent – niczym trener lokalnej drużyny piłkarskiej – stanie przed szeregiem prawników i wrzaśnie:
„Czołem, sędziowie!”
A w odpowiedzi usłyszy równy, donośny odzew:
„Czołem, panie komandorze chaosu!”
ZAMIAST PRAWA – STRACH. ZAMIAST REFORM – WETA.
Nawrocki zawetował ustawę, która miała uzdrowić KRS, czyli serce całego bałaganu z neosędziami. Zamiast tego zaproponował własny projekt – taki, który poprawia tylko jedną rzecz: humor politykom PiS i ekipie, której marzy się państwo na modłę Orbána, tylko z mniejszą ilością papryki.
To projekt pisany jak odwrócony list miłosny do praworządności. Mnóstwo zakazów, straszaków, kar i gróźb, a na końcu zdanie o niezawisłości sędziów, skopiowane z Konstytucji tak niechlujnie, że litery same chciałyby zadzwonić do prawnika.
W tym wszystkim najbardziej urocze jest to, że prezydent mówi o „przywracaniu prawa do sądu”. Przy czym zapomina dodać, że chodzi o sąd kontrolowany, spacyfikowany i poddany władzy wykonawczej jak kot, którego znaleźliśmy po trzech godzinach w pralce.
PIS I SAFE – CZYLI JAK ZROBIĆ BURZĘ W KUBLE ZIMNEJ WODY
A PiS? PiS w sprawie SAFE odleciał tak daleko, że nawet Konfederacja stoi na peronie i macha im chusteczką.
Program, który mógłby dać Polsce potężny zastrzyk środków na modernizację armii, nazywają „niemiecką smyczą”, „spiskiem Berlina” i „nowym Grunwaldem bez mieczy”. Kaczyński, który widzi Niemców nawet w zasłonach, opowiada o zagrożeniu suwerenności, jakby ktoś chciał przenieść stolicę do Lipska.
To nie jest debata. To jest gorączka polityczna, w której PiS próbuje złapać każdy antyunijny głos, zanim Bosak z Braunem wciągną go do swojej kieszeni razem z cebulą i amunicją.
Najlepsze jednak jest to, że w tej całej histerii stawiają Nawrockiego pod ścianą.
Jeśli zawetuje SAFE – wojsko go znienawidzi. Jeśli podpisze – Nowogrodzka się obrazi.
W skrócie: PiS próbuje wypchnąć własnego prezydenta z okna politycznego wieżowca, ale zapomnieli sprawdzić, na którym piętrze stoją.
NEOPAŃSTWO AMBITNYCH IDIOTÓW
Wszystkie te pomysły – od karania sędziów więzieniem, po straszenie SAFE jak bombą atomową – mają jeden wspólny mianownik: chęć zbudowania państwa opartego na strachu, nieprawdzie i bezmyślności.
To świat, którego architektami są ludzie zapatrzeni w Trumpa jak w portret cioci, która zostawiła im w spadku dom z basenem. Trump, który zrobił z pogardy wobec prawa sport narodowy, jest ich patronem, wzorcem, mitem.
I tak jak on niszczył fundamenty konstytucji w USA, tak oni chcą niszczyć nasze. Z pasją, z energią, z uśmiechem człowieka, który właśnie odkrył, że młotek może służyć do demolowania, a nie tylko do wbijania gwoździ.
W TYM KRAJU NIE POTRZEBA JUŻ WIĘCEJ IQ, TYLKO WIĘCEJ HAMULCÓW
Kiedy patrzy się na to z boku, wszystko to wygląda jak szaleńczy plan ambitnych idiotów.
Ludzie, którzy wierzą, że demokracja to przeszkoda. Że sędzia to wróg. Że prawo to problem. Że Unia to okupant. Że Trump to prorok.
Ale prawda jest prostsza:
tam, gdzie kończy się rozum, zaczyna się projekt ustawy Nawrockiego.
A tam, gdzie kończy się odpowiedzialność – zaczyna się PiS, przekonany, że SAFE to kolejny najazd teutoński.
Tylko szkoda, że między łamaniem prawa a wmawianiem ludziom, że to w ich interesie, gubią jedną drobną rzecz.
Państwo. I obywateli.
Bo ambitni idioci zawsze kończą tak samo.
Nie budują historii.
Tworzą gruzy.


AMBITNI IDIOCI MASZERUJĄ, CZYLI JAK ZAMIENIĆ PAŃSTWO W GRUZY I BYĆ Z TEGO DUMNYM
Są w historii świata różne gatunki polityków. Jedni chcą budować mosty, inni chcą naprawiać drogi, a jeszcze inni – szczególnie ci z gatunku homo ambitno-destructivus – pragną tylko jednego: zostawić po sobie krajobraz jak po przejściu huraganu, najlepiej nazwanego ich własnym imieniem.
I w tym właśnie miejscu wchodzą na scenę ambitni idioci, ci zakochani w Trumpie niczym w bóstwie z pomarańczowego plastiku, którzy patrzą na prawo, konstytucję i demokrację jak na przeszkody do usunięcia koparką. Najlepiej taką, którą prowadzi Karol Nawrocki, ze Zbigniewem Boguckim na fotelu pasażera i preambułą ustawy w roli śpiewnika.
NEO-SĘDZIA, NEO-KARA, NEO-PAŃSTWO
Nawrocki – człowiek, który najwyraźniej chce przejść do podręczników historii jako ten, który zamienił wymiar sprawiedliwości w sektor ultrasów z „Żylety” – proponuje ustawę tak absurdalną, że nawet Ziobro musiałby przy niej zrobić krok w tył i zapytać: „A nie za ostro, szefie?”.
Wyobraźmy sobie państwo, w którym sędzia, zamiast myśleć, zaczyna drżeć. Nie z zimna, tylko z perspektywy pięciu lat więzienia za to, że uzna przepis za niekonstytucyjny. Dziesięciu lat, jeśli zrobi to w sposób, który wkurzy prezydenta bardziej niż poniedziałkowy raport o inflacji.
To nie jest reforma. To jest zamiana tóg na mundury i gwizdki. I marzenie o momencie, w którym prezydent – niczym trener lokalnej drużyny piłkarskiej – stanie przed szeregiem prawników i wrzaśnie:
„Czołem, sędziowie!”
A w odpowiedzi usłyszy równy, donośny odzew:
„Czołem, panie komandorze chaosu!”
ZAMIAST PRAWA – STRACH. ZAMIAST REFORM – WETA.
Nawrocki zawetował ustawę, która miała uzdrowić KRS, czyli serce całego bałaganu z neosędziami. Zamiast tego zaproponował własny projekt – taki, który poprawia tylko jedną rzecz: humor politykom PiS i ekipie, której marzy się państwo na modłę Orbána, tylko z mniejszą ilością papryki.
To projekt pisany jak odwrócony list miłosny do praworządności. Mnóstwo zakazów, straszaków, kar i gróźb, a na końcu zdanie o niezawisłości sędziów, skopiowane z Konstytucji tak niechlujnie, że litery same chciałyby zadzwonić do prawnika.
W tym wszystkim najbardziej urocze jest to, że prezydent mówi o „przywracaniu prawa do sądu”. Przy czym zapomina dodać, że chodzi o sąd kontrolowany, spacyfikowany i poddany władzy wykonawczej jak kot, którego znaleźliśmy po trzech godzinach w pralce.
PIS I SAFE – CZYLI JAK ZROBIĆ BURZĘ W KUBLE ZIMNEJ WODY
A PiS? PiS w sprawie SAFE odleciał tak daleko, że nawet Konfederacja stoi na peronie i macha im chusteczką.
Program, który mógłby dać Polsce potężny zastrzyk środków na modernizację armii, nazywają „niemiecką smyczą”, „spiskiem Berlina” i „nowym Grunwaldem bez mieczy”. Kaczyński, który widzi Niemców nawet w zasłonach, opowiada o zagrożeniu suwerenności, jakby ktoś chciał przenieść stolicę do Lipska.
To nie jest debata. To jest gorączka polityczna, w której PiS próbuje złapać każdy antyunijny głos, zanim Bosak z Braunem wciągną go do swojej kieszeni razem z cebulą i amunicją.
Najlepsze jednak jest to, że w tej całej histerii stawiają Nawrockiego pod ścianą.
Jeśli zawetuje SAFE – wojsko go znienawidzi. Jeśli podpisze – Nowogrodzka się obrazi.
W skrócie: PiS próbuje wypchnąć własnego prezydenta z okna politycznego wieżowca, ale zapomnieli sprawdzić, na którym piętrze stoją.
NEOPAŃSTWO AMBITNYCH IDIOTÓW
Wszystkie te pomysły – od karania sędziów więzieniem, po straszenie SAFE jak bombą atomową – mają jeden wspólny mianownik: chęć zbudowania państwa opartego na strachu, nieprawdzie i bezmyślności.
To świat, którego architektami są ludzie zapatrzeni w Trumpa jak w portret cioci, która zostawiła im w spadku dom z basenem. Trump, który zrobił z pogardy wobec prawa sport narodowy, jest ich patronem, wzorcem, mitem.
I tak jak on niszczył fundamenty konstytucji w USA, tak oni chcą niszczyć nasze. Z pasją, z energią, z uśmiechem człowieka, który właśnie odkrył, że młotek może służyć do demolowania, a nie tylko do wbijania gwoździ.
W TYM KRAJU NIE POTRZEBA JUŻ WIĘCEJ IQ, TYLKO WIĘCEJ HAMULCÓW
Kiedy patrzy się na to z boku, wszystko to wygląda jak szaleńczy plan ambitnych idiotów.
Ludzie, którzy wierzą, że demokracja to przeszkoda. Że sędzia to wróg. Że prawo to problem. Że Unia to okupant. Że Trump to prorok.
Ale prawda jest prostsza:
tam, gdzie kończy się rozum, zaczyna się projekt ustawy Nawrockiego.
A tam, gdzie kończy się odpowiedzialność – zaczyna się PiS, przekonany, że SAFE to kolejny najazd teutoński.
Tylko szkoda, że między łamaniem prawa a wmawianiem ludziom, że to w ich interesie, gubią jedną drobną rzecz.
Państwo. I obywateli.
Bo ambitni idioci zawsze kończą tak samo.
Nie budują historii.
Tworzą gruzy.

Dodaj komentarz